O autorze
Ostatnie notki
Zakładki:
A zawodowo
Czytam, obserwuję, czasem komentuję ..
Kobieta vs mężczyzna
Na depresję
Oglądam, przyglądam się
To mnie kręci
Tagi
|
niedziela, 07 lutego 2010
prawdziwych przyjaciół poznaje się w szczęściu
Jakiś czas temu przeczytałam to zdanie w jednej z babskich gazet. Dokładnie te słowa usłyszała od swojego narzeczonego dziewczyna, której przyjaciółka nie była w stanie poradzić sobie z jej radością życia i perspektywą porzucenia stanu wolnego. Zdanie przewrotne, ale chyba prawdziwe.. W mojej sferze przyjacielsko koleżeńskiej sporo się zmieniło w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Jedni odeszli, inni pojawili się - choćby ze względu na fakt zmiany pracy. No i najważniejsze - są też osoby, które były i są nadal :) To budujące. Budujący jest także fakt, że już nie pamiętam tak dobrego karnawału - zaczęło się Sylwestrem, potem kilka spotkań, imprez. Mam też na co czekać: Amsterdam, Londyn, góry, wyjazd wakacyjny i w końcu koncert Gentlemana. Takie elementy powodują, że chce się żyć!
niedziela, 24 stycznia 2010
tym razem pod wozem
Wpadłam w jakiś dołek. Zakopałam się w śniegu i nie mam ochoty się odkopywać. W ciągu dwóch dni wypowiedziałam mniej słów niż mój milczący zwykle mąż. Nie mam potrzeby mówić. Nie mam potrzeby robić czegokolwiek. Brak mi motywacji do rozwoju zawodowego i spełniania się w roli żony.
sobota, 23 stycznia 2010
terapia
Kilka tygodni temu okazało się, że moje wyniki badań nie są najlepsze, a kilkunastokrotne przekroczenie normy wymaga farmakologicznego leczenia. Teoretycznie, na takie wyniki wpłynąć może nawet stres, czy zbyt intensywny tryb życia, niemniej jednak jeśli chcę się realizować na nowych płaszczyznach, to muszę się leczyć. W poniedziałek, zgodnie z zaleceniami lekarza, wzięłam pierwszą tabletkę. W piątek miałam już dość... Lekarz przestrzegał, że leki są silne, że mogę odczuwać skutki uboczne, że jeśli będą bardzo uciążliwe to mam do niego wrócić. No i wróciłam. Do południa nie byłam w stanie funkcjonować, odczuwałam mdłości, stale chciało mi się pić, piekły mnie oczy jakby ktoś wkuwał w nie milion igiełek. Dziś dostałam nowe leki. Są sporo droższe. Podobno lepiej się je znosi. Właśnie przeczytałam ulotkę...
Wolę nie myśleć co mnie wkrótce czeka
środa, 20 stycznia 2010
sercowo
Przedziwnie się ostatnio dziać zaczęło - zostałam powierniczką sercowych problemów dwójki znajomych. Dla jasności - znajomi nie są parą, oboje mają partnerów, a może już nie mają... na facebooku w takich sytuacjach oznacza się status związku jako "complicated". Wracając do sedna. Miło mi, że staję się dla kolejnych osób kimś, komu można zaufać, wygadać się, liczyć na dobre słowo, konstruktywną uwagę. Niemniej jednak ja się w tym wszystkim nie do końca odnajduję. Nie nadążam, nie jestem w stanie pojąć świństw jakie sobie robią partnerzy,szpiegowania, przedziwnych układów, wystawiania drugiej osoby na próbę, potrzeby zawieszenia związku na czas jakiś, emocjonalnej szarpaniny. Nie do końca rozumiem też gotowość tej drugiej strony do akceptacji pewnych zachowań. Fakt, może kilka lat temu sama tkwiłam w podobnych układach, na szczęście poznałam mojego obecnego męża, który pokazał mi że autentyczne relacje, oparte na zaufaniu i innych ponadczasowych wartościach są w stanie w dzisiejszych czasach funkcjonować. I nie ważne, że mamy inne zainteresowania, że nasz sposób na spędzanie wolnego czasu jest zgoła inny, ważne że jestśMY. Ważne, że ufamy i darzymy zaufaniem, nie zazdrościmy chorą zazdrością, akceptujemy, cieszymy się sobą, swoimi sukcesami, w trudniejszych chwilach potrafimy po prostu być tuż obok.
Podobnych, dojrzałych relacji życzę wszystkim szarpiącym się...
sobota, 16 stycznia 2010
Nowa idolka
Mam nową idolkę. Nazywa się Barbarella. Po pierwszej notce stwierdziłam, że ją uwielbiam i więcej chcę. Gdy doczytywałam do końca historię gotowania obiadu, mój mąż wszedł do pokoju i zapytał czy mamy jakieś pen drivy - rzecz zwyczajna, pod warunkiem, że nie stoi się przed półką na której "jak wół " leżą trzy! W sekundę przypomniał mi się poranek, gdy usłyszałam "musimy posprzątać, idę do łóżka bo się źle czuję" ;)
ciekawostki kolejnego tygodnia
Komputer wciaż mnie zaskakuje. Odkryciem tygodnia stał się skrót shiftF3 w wordzie. Ile razy kasowałam całe linijki tekstu tylko dlatego, że nie patrząc na ekran okazywało się, że pisałam je używając Caps Locka? Jak widać niepotrzebnie! Poza tym miniony tydzień był wypełniony przeróżnymi emocjami - często bardzo skrajnymi. Baaardzo pozytywne były spotkania weekendowe - zdjęcia w śniegu, trzydziestka (jeszcze nie moja), spotkania po latach, tatarski wieczór z Zohanem (musiałam sporo wypić, skoro coś takiego rozbawił mnie do łez). Pozytywne były tańce, basen, sauna, kupno biletów na kolejny weekendowy wypad. Było też trochę zdarzeń mniej miłych, takich do których nie wiem jak podejść, jak je interpretować. Kilka słów, których nie chciałabym usłyszeć. Wysokie noty nie wiążące się z niczym. Brak konkretnych deklaracji, zdecydowanych działań. Średnie wyniki. Pół roku za nami, a my wciąż w miejscu. Raz trochę bliżej, by potem dużo dalej.
piątek, 08 stycznia 2010
ciekawostki tygodnia
Czasem okazuje się, że rzeczy oczywiste oczywistymi nie są! Czy ktoś wie co naprawdę oznacza "KMB" pisane na drzwiach w Święto Trzech Króli? Myli się ten, kto sądzi, że to inicjały mędrców ze wschodu.. zatem znaczna większość ;) KMB, jak się w tym tygodniu dowiedziałam to skrót od Christus Mansionem Benedicat, czyli w tłumaczeniu na polski: Niech Chrystus błogosławi temu domowi! Druga ciekawostka to rzecz jak najbardziej damska - filigran cieszyński? No istnieje coś takiego istnieje!
sobota, 02 stycznia 2010
Afryka
Kiedyś pierwszy kontynent na mojej liście tych "do zobaczenia", teraz miejsce, które schodzi powoli na plan dalszy. Pociąga i przeraża jednocześnie. Pociąga swoim kulturowym bogactwem, pięknymi krajobrazami, wspaniałym klimatem, czy w końcu znaną mi jedynie z opowieści i literatury egzotyką. Przerażają mnie wierzenia, które wpływają na sposób życia.
Po przeczytaniu wszystkich możliwych pozycji na temat miejsca kobiet w krajach afrykańskich, chciałam tam jechać, pożyć choć chwilę namiastką ich życia. Teraz? Nie mówię nie. Mam jednak większą świadomość. Mocniej stąpam po ziemi. Obejrzałam właśnie Wiernego Ogrodnika. Jak zwykle po takich filmach zastanawiam się z ilu rzeczy my nie zdajemy sobie sprawy? Ile korporacji połączonych jest przedziwnymi więzami z polityką? Hm.. moja wyobraźnia trochę galopuje. Zastanawiam się czy moje zawodowe aktywności w pewnym momencie nie zostaną przyhamowane. Czy odpowiedzialność biznesu nie stanie się w pewnym momencie jedynie pretekstem do umocnienia wizerunku firmy. W chwili obecnej wierzę, że nie. Mam wielki zapał do działania. Moją Afryką powoli staje się warszawska Praga. Z natury nie jestem rewolucjonistką, jeśli już to bardziej reformatorką, która małymi kroczkami chce wprowadzać zmiany - zgodnie z zasadą "nie od razu Rzym zbudowano". Wracając do Afryki. Dziś nie tylko "afrykański" film mnie poruszył. W Wysokich Obcasach pojawił się artykuł nt Aminatu Haidar, obrończyni praw człowieka z Sahary Zachodniej. Aminatu przez ponad 30 dni koczowała na lotnisku w Lanzarote. Dlaczego? w XXI wieku, zabrano jej paszport i odesłano do Hiszpanii, tylko dlatego że wracając do kraju wpisała w miejscu "kraj zamieszkania" Saharę Zachodnią!... Przedziwny jest świat, w którym żyjemy! ***** Adama Bóg tylko naszkicował, Ewa lepiej mu się udała "Wierny Ogrodnik" Może to najwyższa pora, by kobiety zabrały się za rządzenie...?
piątek, 01 stycznia 2010
who knows?...
Szaloną noc sylwestrową mam za sobą - nie da się ukryć, to był jeden z tych najlepszych sylwestrów: przebierany z fajnym towarzystwem, fajną muzyką!
O ile rok temu o tej porze, wiedziałam na czym będę koncentrować swoje działania, o tyle teraz nie wiem zupełnie nic! Jaki był dla mnie miniony rok? Zostałam żoną! Zmieniłam nazwisko! Przez pół roku skupiałam się na poszczególnych weselnych elementach - tańce, statki, menu, zaproszenia i inne dodatki. Wiedziałam, że po weselu musi być niesamowita, bardzo daleka i orientalna podróż. I tak było. Co przed nami? Nie mam zielonego pojęcia! Wiem jedynie czego bym chciała i jestem świadoma, że do tanga potrzeba chęci dwojga, a czasem i "siły wyższej". Na pewno najwyższa pora na zmianę miejsca zamieszkania. Obecne - zagracone, wymagające remontu, strasznie mnie przygnębia. Jeśli coś się w tej kwestii zmieni to low budgetowa podróż na południe Europy. Jeśli nie, to zamierzam inaczej korzystać z życia i znów wybrać się w odległą podróż! Rok 2010 będzie także okresem nowych wyzwań zawodowych - przede mną moje pierwsze zagraniczne podróże służbowe. Doczekać się nie mogę - odczuwam charakterystyczne podniecenie - i chcę i się boję... W związku z tym mam noworoczne postanowienie - poświęcić więcej czasu na angielski, który sporadycznie używany wymaga przypomnienia. Oprócz tego sport! Kontynuacja tańca - to nie ulega wątpliwości, ale i inne aktywności. Podczas ostatnich dni starego roku codziennie byłam obecna na basenie. Jeśli uda mi się to utrzymać będę bardzo zadowolona. Basen odstresowuje, oczyszcza. Potem jeszcze sauna i cudnie jest! No i prawo jazdy - pewnie w styczniu będę mieć egzamin. Mówiąc o podsumowaniach, pokuszę się o mały ranking... Najważniejsze wydarzenie: ślub - rzecz jasna Miejsce, które wywarło na mnie największe wrażenie: Hongkong - takich kontrastów i przedziwnej różnorodności kulturowej się tam nie spodziewałam! Największe zaskoczenie w kuchni światowej: - Nasi Goreng: danie, które u nas kojarzyło mi się do tej pory z drogimi mrożonkami, w Indonezji jest najtańszym pożywieniem - włoska pizza: ta, podawana w Rzymie nie ma nic wspólnego z polską, tłustą, która nawet na cienkim cieście wciąż jest gruba! Warszawskie odkrycie kulinarne: - chłodnik w Czytelniku na Wiejskiej i tatar z Lotosa, przy Chełmskiej. Danie roku: tajska zupa z mlekiem kokosowym, trawą cytrynową i kurczakiem Drink roku: truskawkowa margerita (najlepsza na wilanowskim balkonie). Polski film roku: Rewers - dawno nie widziałam tak dobrego polskiego filmu! Zagraniczny film roku: Vicky Chritstina Barcelona, Slamdog Millionaire Rozczarowanie filmowe: Coco Chanel Książka roku: paryska seria Krzysztofa Rutkowskiego. Perfumy: Bali Dreams Estee Lauder, kupione w Polsce, jeszcze przed wyjazdem na Bali. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||